środa, 23 marca 2016

Rozdział I - Obliviate

  Każde zajęcia wyglądały dla niej podobnie. Zawsze starała się skupiać, zasługiwała na miano najpilniejszej i najlepszej uczennicy w Hogwarcie. Nigdy nie zdarzało się nic, co dezorientowałoby ją i przeszkodziło jej w nauce, aż do dziś. Jego wzrok skupiony na niej sprawił, że przez chwilę zapomniała, gdzie się znajduje. Wpatrywała się w szarookiego czarodzieja, zahipnotyzowana jego spojrzeniem. I tak, pierwszy raz w życiu, nie skupiła się na zajęciach z eliksirów.

- Panno  Granger! Proszę powtórzyć moje ostatnie słowa.  – syknął profesor Snape.
- Umm, ja...
- Odejmuję  10 punktów Gryffindorowi. – warknął – To nauczy was, aby zacząć słuchać.

W całej sali rozległ się szum, oto najlepsza uczennica Hogwartu, Hermiona Granger,  nie uważała na lekcji po raz pierwszy w swoim życiu. W tym momencie dało się usłyszeć szurnięcie krzesła, a z sali energicznym krokiem wyszedł szarooki ślizgon, Draco Malfoy. "...Czy ja właśnie zapatrzyłam się w oczy Malfoya? Przecież ja go nienawidzę..." rozmyślała gryfonka.
Po kilku minutach lekcja się zakończyła, a ona nie potrafiła przestać myśleć o tajemniczym spojrzeniu i nerwowej ucieczce jej wroga.
Ciekawość nie pozwoliła jej normalnie funkcjonować przez kilka kolejnych dni. Zamyślała się, zapominała o podręcznikach, na dodatek nie skupiała się na nauce, a na rozszyfrowaniu jego myśli. Ponadto, sytuacja zdawała się powtarzać. Podczas posiłków w Wielkiej Sali, chłopak posyłał jej spojrzenia, które odwracał w momencie, w którym były odwzajemniane.


- Ginny, muszę Ci coś wyznać... – wyszeptała Hermiona, późnym wieczorem w ich dormitorium.
- O co chodzi, Miona?
- ...Jest ktoś, kto ostatnio bardzo intensywnie próbuje wytrącić mnie z równowagi.
- Już dawno to zauważyłam! Nie jesteś sobą, gdzie się podziała wzorowa uczennica Hermiona  Granger? Zaczynasz pokazywać pazury? – zaśmiała się.
- Ginny, proszę! Nadal jestem tą samą osobą! Ja po prostu nie mogę się przez niego skupić!  Ciągle na mnie patrzy, czuję jego spojrzenie na każdym kroku. – zarumieniła się.
- Proszę, proszę! – zachichotała, trącając jej ramię – Czy moja najlepsza przyjaciółka właśnie wpadła komuś w oko? No dalej! Opowiadaj! Chcę wiedzieć kim on jest! Nie trzymaj mnie w napięciu, Miona! Wiesz, że nie należę do cierpliwych osób!
- Spokojnie, Ginny! To nic szczególnego, poza tym...
- Poza tym co?
- On mnie nienawidzi.  Założę się, że robi to tylko po to, żeby mnie zdenerwować.
- Czy naprawdę myślisz, że traciłby czas na obserwowanie Cię, gdybyś była jego wrogiem? Myślę że nie. – złapała ją za rękę – Miona, nie podejmuj pochopnych decyzji! Będzie dobrze, masz moje wsparcie, jak zawsze! – dodała, po czym mocno przytuliła swoją przyjaciółkę.

 "Och, Ginny, gdybyś tylko wiedziała kim jest ten chłopak..." pomyślała gryfonka, po czym obie udały  się do swoich łóżek. Hermiona przekonana, że Malfoy robi sobie z niej żarty, puściła więc w niepamięć to, co trapiło ją przez ostatnie kilka dni i zasnęła, wtulając się w poduszkę.
Tego ranka dziewczynę obudziły piski jej rówieśniczek, które niosły się aż z korytarza. Zainteresowana sytuacją, przebrała się i wyszła ze swojego dormitorium. Choć z całych sił starała się zapomnieć o incydentach z poprzedniego tygodnia, ciągle ją to trapiło. Powodem, dla którego gryfonki zachowywały się tak głośno, byli spacerujący ślizgoni, najpopularniejsi w Hogwarcie. Draco Malfoy, Gregory Goyle oraz Blaise Zambini. Ściskając książkę w rękach, obserwowała ich, nieustannie robiących żarty z innych uczniów. W tym momencie wzrok Draco Malfoya i Hermiony Granger znowu się spotkały. Poirytowana tym, że historia znowu się powtarza, ruszyła w stronę biblioteki. Przechodząc koło chłopaka, dźgnęła go w bok, szepcząc: "Przestań wreszcie!", po czym przyspieszyła kroku i zaszyła się wśród półek z książkami, mając nadzieję, że pozbyła się problemu, który zaprzątał jej głowę.

- Hej, Granger, co to miało być? – usłyszała za sobą dobrze znany jej głos.
- Malfoy, odejdź, od kilku dni mam Cię serdecznie dość!
- Czekam na wytłumaczenie! – poirytowany usiadł naprzeciwko dziewczyny.
- Czy Ty właśnie przysiadłeś się do stolika, przy którym siedzi szlama?  - syknęła.
- Po prostu powiedz.
- Ciągle mnie obserwujesz, podczas lekcji, posiłków... Czuję na sobie Twój wzrok! Przez chwilę pomyślałam, że... – przerwała, ironicznie się uśmiechając - ...Nieważne. Po prostu przestań robić ze mnie idiotkę. Mam już dość bycia pośmiewiskiem dla ślizgonów.
- Przepraszam. – wyszeptał.

Hermiona ze zdumieniem spojrzała na Draco, który odwrócił wzrok, kryjąc emocje. Pierwszy raz usłyszała z jego ust coś miłego. Zaskoczona zamknęła książkę i nachyliła się nad nią.

- Możesz to powtórzyć? – zapytała, po czym chłopak spojrzał prosto w jej oczy.
- Przepraszam, okej?! Przepraszam! Nie chciałem robić z Ciebie pośmiewiska! Nie to miałem na celu, rozumiesz? – westchnął – Nigdy nie chciałem. Dlatego jeszcze raz, przepraszam. – speszony, wstał i wyszedł z biblioteki, zostawiając Granger samą przy stoliku.

"On przeprosił..." myślała. "Mam wrażenie, że nie znam Draco tak dobrze, jak myślałam. A co jeśli on tak naprawdę jest dobrą osobą?". Po chwili wzdrygnęła się:  "Czy ja właśnie pomyślałam Draco? Przecież to Malfoy! Co się ze mną dzieje?". Bez chwili namysłu wybiegła z biblioteki, widząc wracającego do przyjaciół ślizgona.

- Malfoy! – krzyknęła, po czym zatrzymał się i odwrócił.
- Czego ode mnie chcesz, Granger?
- Będę o północy przy jeziorze. Po prostu przyjdź. – powiedziała w taki sposób, aby nikt inny nie usłyszał, po czym bez czekania na odpowiedź, uciekła w stronę Wielkiej Sali.

 Z sercem bijącym jak młot, usiadła obok swojej przyjaciółki, która właśnie kończyła jeść swoje śniadanie.

- Miona! Gdzie Ty się podziewałaś? Martwiliśmy się o Ciebie! – wrzasnęła Ginny.
- Hermiona! Czy to prawda, że uderzyłaś Malfoya na korytarzu? – zapytał Ron.
- Um, ja... Tak, uderzyłam go. Ale to był tylko przypadek, stał mi na drodze. – tłumaczyła się.
- Jeśli coś Ci zrobił, zabiję go! Jesteś dla mnie jak siostra, Hermiono. – odparł Harry.
- Spokojnie, nic takiego się nie wydarzyło. Znacie mnie, czasem się zaczytam... Byłam w bibliotece i zaczytałam się w „Teorii transmutacji transsubstancjalnej” – uśmiechnęła się niezręcznie.
- Jak zwykle, czego innego można było się po Tobie spodziewać. – zaśmiał się Ron.
Hermiona odwzajemniła uśmiech, w tym momencie Ginny nachyliła się w stronę jej ucha i szepnęła:
- Doskonale wiesz, że widzę kiedy kłamiesz! Mogę Cię prosić na słówko po śniadaniu?
-  Uch, dobrze... – jęknęła.
- Hej! To niemiłe szeptać w towarzystwie! – zaśmiał się Harry.

Zaraz po śniadaniu wszyscy czworo udali się w stronę korytarza prowadzącego do Pokoju Wspólnego. Nagle Ginny chwyciła za rękaw Hermiony, po czym zatrzymały się na rogu, pozwalając chłopakom odejść bez nich.

- No więc mów! Widziałaś się z NIM, prawda? Tym, który posyłał Ci spojrzenia! Prawda?
- Ginny, ciszej! Tak, widziałam się z nim...
- Ha! Wiedziałam! – zaśmiała się, klaszcząc w dłonie.
- Tylko nie mów o tym Harry’emu i Ronowi, nie chcę aby niepotrzebnie się o mnie martwili. Znasz ich, są nadopiekuńczymi przyjaciółmi, a ja dam sobie radę sama. – uśmiechnęła się.
- Dobrze, dobrze! – odwzajemniła uśmiech – Tylko powiedz mi w końcu kim jest ten szczęściarz!
- Obiecuję, powiem Ci,  ale narazie... Niech jego tożsamość pozostanie sekretem.
- Grr, dobrze, pani sekretna! – zadąsała się Ginny.

Po męczącym dniu nauki nadszedł czas na ciszę nocną. Godzina 22:00, wszyscy uczniowie udali się do  dormitoriów, aby położyć się w swoich łóżkach. Ginny wróciła właśnie z romantycznego spotkania z Harrym.

- Jesteście słodcy, nadal się uśmiechasz. – wyszeptała Hermiona.
- Haha, to prawda! – uśmiechnęła się szerzej – Harry sprawia, że od razu czuję się lepiej.

Po kilkunastu minutach rozmów, rudowłosa przyjaciółka zasnęła, a Hermiona zaczęła przygotowywać się do potajemnego wyjścia na zewnątrz.
Niezauważona, przechodziła przez puste i ciemne korytarze szkoły. Wychodząc, poczuła ciepły powiew wiatru. "Założę się, że nie przyjdzie... Na co ja liczę?" rozmyślała. Jezioro tej nocy wyglądało pięknie, odbijając blask księżyca. Dziewczyna usiadła na murku, wpatrując się w taflę wody, oświetlającą otoczenie.

- Tylko co ja mu powiem? Przecież nie mogę wyznać prawdy... – szeptała sama do siebie.
- Prawdy o czym? – zapytał Draco Malfoy, pojawiając się właśnie przy jeziorze.
- O mój boże, Draco, przestraszyłeś mnie... – westchnęła.
- ...Draco? – zdziwiony, usiadł na drugim końcu murku, wpatrując się w jezioro – Co stało się z Malfoyem? – zaśmiał się przez ułamek sekundy.
- Powiedz szczerze... – spojrzała na niego – Od jakiego czasu mnie obserwujesz?
Po krótkiej chwili milczenia, odpowiedział.
- ...Od pierwszej klasy.
- Myślałam, że mnie nienawidzisz. Zawsze nazywałeś mnie-
- Nie mów tego, nie chcę tego słyszeć. Jest mi głupio za to, jak Cię nazywałem.
- Od samego początku myślałam, że jesteśmy wrogami... W trzeciej klasie Cię uderzyłam.
- Zasłużyłem sobie na to. – uśmiechnął się – Byłem dla Ciebie okropny, Hermiona. Wstyd mi za to. Robiłem to, aby zmusić Cię do nienawidzenia mnie. – odparł, po czym posmutniał.
- ...Dlaczego to zrobiłeś? – zapytała, po czym przybliżyła się do niego.
- Nie rozumiesz?! Gdyby mój ojciec... – podniósł kamień z ziemi, po czym puścił kaczkę po jeziorze - ...Mój ojciec jest inny! Ja nie mogę decydować sam za siebie Hermiona, rozumiesz? Nigdy nie miałem wolnej woli, jestem synem Śmierciożercy! – krzyczał, po czym ukrył twarz w dłoniach.
- ...Przepraszam, Draco.
- Za co? Nie zrobiłaś nic złego.

Westchnęła, po czym położyła dłoń na jego ramieniu.

- Za to, że nigdy nie zauważyłam, że w głębi duszy jesteś dobrą osobą. Ukrywałeś się za maską ‘złego Malfoya’, aby sprostać ambicjom ojca.
- Jesteś bystra, muszę przyznać. – odparł.
- Pozwól sobie pomóc.
- Och, Hermiona... – po jego policzku spłynęła łza – To miłe z Twojej strony, ale nie możesz tego zrobić. – wstał, po czym otarł łzę z policzka – Jesteś pierwszą osobą, która chce mi pomóc... Ale musisz trzymać się ode mnie z daleka.
- Masz rację, jestem tylko bezwartościową szlamą.
- Przestań! Nie jesteś! Kiedy Cię poznałem... Pomyślałem, że jesteś najbystrzejszą dziewczyną, jaką kiedykolwiek  miałem okazję spotkać. A Twoje oczy są... – przerwał – Muszę już iść. Trzymaj się ode mnie z daleka... Granger.
- Będę tu czekać codziennie o tej samej godzinie. – odparła. Na moment chłopak zatrzymał się, po czym szybkim krokiem wrócił do zamku.

Mijały dni i tygodnie, Hermiona nadal zjawiała się w wyznaczonym miejscu, jednak nikogo tam nie spotykała. Chłopak ignorował ją zarówno na lekcjach, jak i podczas przerw. Dziewczyna czuła się w stosunku do niego jak powietrze, do czasu, aż nadeszła pora zimowa. Pewnego grudniowego dnia o północy, dziewczyna usiadła na murku marznąc, ubrana jedynie w pelerynę. Wpatrywała się w jezioro, które kilka tygodni temu zamarzło, tworząc taflę błyszczącego lodu. Z oddali usłyszała kroki stawiane na śniegu.

- Głupia, już dawno powinnaś przestać tu przychodzić, zmarzniesz... – odparł Malfoy, zarzucając na nią pelerynę Slytherinu.
- Wiedziałam, że w końcu się tutaj pojawisz. – uśmiechnęła się.
- Powiedz... – podszedł do niej, po czym kucnął przed nią – Dlaczego tak bardzo Ci na mnie zależy, kiedy inni nie dbają o moje uczucia? – zapytał, spuszczając wzrok z jej oczu.
-  Nie mogę już patrzeć, jak trujesz się myśląc, że jesteś złą osobą. Ja widzę w Tobie wiele dobra . – wymamrotała, po czym otarła o siebie swoje dłonie.
- Ty marzniesz... – odparł, po czym chwycił ją za rękę i zaprowadził do Pokoju Życzeń – Nie powinnaś się tak dla mnie poświęcać po tym, jak zacząłem Cię ignorować. -  dodał, przytulając dziewczynę, aby przestała drżeć z zimna.
- Draco... Co robisz?
- Próbuję Cię ogrzać.

Po tych słowach, Hermiona wtuliła się w ślizgona, czując jego ciepło. Przytuliła głowę do jego klatki piersiowej i usłyszała bicie serca. Serca, które zmuszone było do czynienia zła, lecz gdzieś głęboko, kryło się w nim dobro. Nie wiedzieć czemu, dźwięk ten koił ją jak żaden inny.

- Mogę Cię o coś poprosić? – wyszeptała.
- Śmiało.
- Zamknij oczy.
- O co Ci chodzi? – spojrzał na nią.
- Po prostu zamknij, proszę.

Zaskoczony prośbą, zastygnął na chwilę, po czym zamknął oczy. "Chce ode mnie uciec?" pomyślał. "Na pewno czuje się niezręcznie, ale nie potrafię jej wypuścić z moich objęć, w końcu... Po tylu latach mogłem ją przytulić". Nagle poczuł dotyk zimnych ust Hermiony na swoich własnych. To była najszczęśliwsza chwila w ich życiu. Oboje wiedzieli, że ich miłość jest odwzajemniona. Malfoy odwzajemnił pocałunek, przypierając ją do ściany i podnosząc na swoich rękach. Przytulił ją do siebie, wsuwając jedną z dłoni pod jej ubranie. Ona wplotła swoje dłonie w jego delikatne, białe włosy.

- Draco... – wyszeptała – Kocham Cię. – po jej policzku spłynęła łza.
- Nie płacz, Hermiona... – otarł jej łzę – Zawsze Cię kochałem. – wyszeptał do jej ucha, zdejmując z niej pelerynę.

Ona delikatnie zaczęła odpinać guziki jego koszuli, kiedy on pozbywał się z niej ubrań. Gryfonka całkowicie oddała się Ślizgonowi. W jego objęciach znalazła ukojenie, które pragnęła znaleźć już dawno. Czuła, że tylko on jest w stanie ją zrozumieć, a on sam zdawał sobię sprawe z tego, że Hermiona jest jedyną osobą, przy której może być sobą. Zsunął z niej ostatnie ubrania.

- Chcę, aby ta noc trwała wiecznie.  – wyszeptała, po czym Malfoy delikatnym gestem pocałował ją w czoło.
- Wreszcie Cię mam... Nareszcie mogę Cię poczuć. – odpowiedział.

Kiedy po kilku godzinach Hermiona obudziła się zauważyła, że Draco wpatrywał się w nią od dłuższego czasu.

- Długo mnie tak obserwujesz? – wyszeptała.
- Wyglądasz słodko, kiedy śpisz.

Dziewczyna uśmiechnęła się. Malfoy sięgnął po swoje ubranie, a z jego twarzy zniknął uśmiech.

- Hermiona... Musimy porozmawiać.
- Rozumiem... – odparła, po czym również zaczęła się ubierać.

Oboje nigdy nie przypuszczali, że ich miłość jest odwzajemniona. Nie spodziewali się również tego, że pewnego dnia spędzą wspólnie noc.

- To nigdy nie powinno się wydarzyć, rozumiesz? – wymamrotał, po czym wstał i podniósł swoją różdżkę, co wprawiło dziewczynę w zakłopotanie.
- Draco, co Ty... Co chcesz zrobić? – zapytała ze łzami w oczach, co spowodowało, że on sam nie wytrzymał i z jego oczu wypłynęły łzy.
- Hermiona, kocham Cię, ale musisz o tym zapomnieć... Jesteśmy wrogami.
- Nie, Draco, tylko nie to... Nie chcę zapominać o tej nocy, to najwspanialsza chwila mojego życia, nie rób mi tego, błagam... – wyznała zapłakana.
- Dla mnie też, ale ta miłość nigdy nie miała prawa bytu. – wyszeptał – Kocham Cię i nigdy o Tobie nie zapomnę. Robię to aby Cię chronić, Hermiono.
- Kocham Cię, Draco...

Po tych słowach, Draco Malfoy ukrył zapłakaną twarz za swoją dłonią, słysząc płacz swojej ukochanej, po czym uniósł różdżkę i skierował ją w jej stronę, pogrążony w smutku.

- Obliviate.

4 komentarze:

  1. Cześć. Tak sobie to czytam i myślę, ze opowiadanie jest fajne. Masz pomysł i do niego dążysz. Nagła miłość Draco i Hermiony mi się nie podoba, ale końcówka wytłumaczą wszystko! Jestem na 1 a notek jest 3 więc lecę czytać dalej. Zapraszam do siebie : http://jestesdlamniejakpowietrzedramione.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za opinię! ♥
      Z pewnością zajrzę na Twojego bloga. :3

      Usuń
  2. no stara sie bardzo ona i super jest pozdrawiwam

    OdpowiedzUsuń

©