piątek, 15 lipca 2016

Rozdział X: Colloportus

    Z drzew zaczęły spadać pierwsze jesienne liście, mimo to wiatr nadal był ciepły i przyjemny. Od wojny minęło już sporo czasu, a Hogwart ponownie zaskakiwał swoim wyglądem, gotowy na przybycie uczniów. Hermiona bez zastanowienia zdecydowała się na kontynuację nauki, a więc z uśmiechem przywitała miejsce, które często nazywała drugim domem. Harry również nie zrezygnował z tej okazji, jednak brak jego najlepszego przyjaciela dawał się we znaki. Nerwowo zacisnął dłoń, za którą trzymał Ginny, spoglądając na szkołę z wyraźnym żalem w oczach.

- Bez niego już nie będzie tak samo. – mruknął, po czym wspólnie z dwoma gryfonkami ruszyli w stronę Wielkiej Sali.

Niewiele uczniów zdecydowało się na kontynuację nauki, co sprawiło jedynie tyle, że siódmoroczni stanowili zdecydowaną mniejszość. Fala nowych uczniów zaczęła zalewać całą salę, kiedy białowłosy ślizgon przyglądał się wszystkiemu z daleka, opierając o ścianę ze skrzyżowanymi rękami. Wyraźnie nie miał ochoty wracać do tego miejsca. Sam uważał, że ostatni rok spędzony w Hogwarcie będzie dla niego jedynie udręką, po prostu uległ prośbie Hermiony Granger, co nie do końca sprawiało mu radość. Na jego twarzy pojawił się wyraźny grymas. „Ledwo dała się zaobrączkować, a już chce mną rządzić!" – pomyślał, mimowolnie uśmiechając się od ucha do ucha. Witając się z Zabinim, Crabbem i Goylem, ruszył w stronę rozpoczynającej się ceremonii.


Jak co roku, Tiara Przydziału przyjmowała nowych uczniów do poszczególnych domów. W tym roku zdawałoby się, że większość stanowili gryfoni, co uzupełniało braki spowodowane siódmoklasistami. Malfoy nie mógł jednak oderwać wzroku od jednej, konkretnej gryfonki, w której włosach ujrzał wpiętą srebrną spinkę w kształcie węża. Mimowolnie uśmiechnął się nonszalancko.

- Wciąż nie mogę uwierzyć, że Granger tak wyładniała! Pamiętam, jak w trzeciej klasie śmialiśmy się z tych jej loków, a tu proszę! - zaśmiał się Zabini, wyraźnie irytując Dracona. Miał rację, dziewczyna znacznie wyszczuplała nie tracąc przy tym kobiecych kształtów. Jej włosy upięte były w niesforny kok, który przyozdabiał prezent od młodego Malfoya. Szata gryfonów, którą na sobie miała bardzo jej pasowała, na jej twarzy brakowało jedynie szczerego uśmiechu.
- Zamknij się Zabini, zajmij się sobą.
- Co Cię ugryzło? – mruknął, spoglądając na sfrustrowanego przyjaciela.
- Między mną a Hermioną nie jest już tak, jak po wojnie. – wyznał, odwracając od niej wzrok.

Miał rację. Odkąd spędzali ze sobą każdy dzień, każda wykonywana czynność wydawała się irytować drugą osobę. Jego hipnotyzujące spojrzenie było już tylko spojrzeniem, a jej pełne empatii gesty jedynie zwykłymi czynnościami. Coś między nimi się wypaliło. Gryfonka przekonana, że zmiana otoczenia pozytywnie wpłynie na ich związek sama zdecydowała o powrocie dwójki do Hogwartu. Wierzyła, że wszystko się ułoży i między nimi znów wszystko będzie dobrze.

- Wszystko w porządku? Myślałem, że cieszysz się z powrotu do Hogwartu. – spojrzał ze zmartwieniem Harry, troskliwie gładząc po ramieniu Hermionę.
- Cieszę się, nawet bardzo! – odparła z lekkim uśmiechem - Liczę, że ta zmiana otoczenia poprawi nasze relacje... – mimowolnie spojrzała w stronę ślizgona, a na jego twarzy pojawił się jego specyficzny uśmiech.
- Nie mam nic do Malfoya... - uśmiechnął się niepewnie - Ale jeśli Cię skrzywdzi to wiesz, do kogo się zwrócić.
- Dziękuje, ale gdyby nie on... Pewnie nawet by mnie tu nie było, w końcu uratował mi życie.

W tej chwili dziewczyna zorientowała się, że ani słowem nie wspomniała przyjaciołom o jej zaręczynach. Szybkim ruchem zsunęła z palca pierścień rodowy Blacków, po czym schowała go pewna, że jeszcze nie czas na to, aby ich o tym poinformować. Na pewno nie chciałaby, żeby dowiedzieli się o tym przypadkiem, zauważając pierścień na jej palcu. Odetchnęła z lekką ulgą, po czym skupiła się na ceremonii rozpoczęcia roku. 

Szkoła nie zmieniła się pod żadnym względem. Po odbudowie wyglądała tak, jak za dawnych czasów, co wzbudzało w niej lekką nostalgię. Uśmiechnęła się pod nosem zmierzając w stronę dormitoriów, kiedy jej spojrzenie padło na ślizgona.

- Mogę Cię na chwilę porwać? – mruknął, chwytając za jej dłoń.
- Dobrze, panie Malfoy. – zachichotała, podążając za chłopakiem w stronę pustej sali lekcyjnej. Kiedy tylko zamknęła drzwi, chłopak rzucił się na nią i obdarzył pocałunkami na całej szyi, muskając ją delikatnie swoimi ustami.
- Aż tak się za mną stęskniłeś? – stwierdziła, lekko wzdychając.
- Jak cholera. – mruknął lekko uśmiechając się, po czym chwycił za jej lewą dłoń unosząc ją i przypierając do ściany, nie przerywając pocałunków.

W tym momencie jego wzrok utkwił na tejże właśnie dłoni. Nie dostrzegając pierścienia zastygł w miejscu, nadal delikatnie dotykając ustami jej szyi. Wyraźnie poirytowany, puścił dziewczynę i energicznie poprawił swoje włosy, odwracając się od niej.

- Wstydzisz się mnie? – warknął. Dziewczyna uświadomiła sobie, do czego zmierza ta rozmowa.
- Draco, to nie tak...
- Nie przerywaj mi! – krzyknął, po czym zbliżył się do niej tak, że ich twarze dzieliły milimetry – Nie chcesz, żeby wszyscy widzieli Cię ze Śmierciożercą, to nie Twój poziom, tak?
- Posłuchaj mnie! – krzyknęła czując, jak w jej oczach pojawiają się łzy, co w pewnym stopniu pohamowało ślizgona – Nie mówiłam jeszcze Harry'emu i Ginny... Nie chcę, żeby dowiedzieli się przypadkiem.
- Przypadkiem? Najwyraźniej ten związek to jeden wielki przypadek. – odpowiedział swoim oschłym, przenikliwym głosem, po czym wyparował z sali, zostawiając dziewczynę samą.
- Nie wierzę, że to się dzieje naprawdę... – westchnęła, po czym opadła na kolana i cicho załkała.

Nowy rok szkolny oznaczał nowe obowiązki. Szkoła potrzebowała prefektów, tak więc nadszedł czas na ich wybór. Hermiona od zawsze chciała nim zostać, jednak w poprzednich latach jej priorytetem była nauka, tak więc odpuściła sobie ten obowiązek. Tym razem doszła jednak do wniosku, że nie ma nic do stracenia. Oprócz niej znajdowało się jeszcze sporo innych osób, które kandydowały na to stanowisko. Parkinson, której szczerze nienawidziła za akcję na Balu Bożonarodzeniowym, Neville Longbottom, którego obecność spowodowała że mimowolnie się roześmiała. Ten  roztargniony chłopak w żadnym stopniu nie nadawał się na prefekta. Oprócz nich znaleźli się jeszcze Lavender Brown, Padma Patil, Ernie Macmillan, kilka krukonek, których imienia nie znała, Luna Lovegood i... Draco Malfoy, który słowem nie wspominał o swoich planach związanych z byciem prefektem. Jak się szybko okazało, tego roku miało zostać wybrana tylko czwórka. Liczba uczniów nie wskazywała na to, aby była potrzeba wybierania ich aż ośmiu.

- Prefektów wybrałam na podstawie najwyższych ocen i waszego zachowania, decyzja została już podjęta. – odparła donośnym głosem Minerwa McGonagall, unosząc pergamin i poprawiając okulary – Tak więc z Gryffindoru przydzielam pannę Hermionę Granger.

Lekko uśmiechnęła się, wychodząc spośród grupy innych uczniów i stanęła obok pani dyrektor. Doskonale wiedziała, że jest najlepszą uczennicą i zostanie prefektem nie będzie dla niej niczym trudnym, jednak jej skromność nie pozwalała na to, by była do tego przekonana.

- Z Ravenclaw poproszę pannę Padmę Patil. Hufflepuff, pan Ernie Macmillan – po tych słowach uczniowie przywitali się z Hermioną i stanęli zaraz obok – W końcu Slytherin, pan Draco Malfoy. – dodała McGonagall, po czym zwinęła pergamin.

Chłopak posłał jedynie swoje chłodne spojrzenie, po czym stanął obok Hermiony, kładąc rękę na jej talii i przyciągając ją do siebie. Spowodowało to falę szeptów i niepewnych spojrzeń, jednak on zdawał sobie nic z tego nie robić.

- Teraz nikt nie będzie miał wątpliwości, że jesteś moja. – mruknął całując ją w czoło, czym spowodował tylko irytację dziewczyny. Jedynym czego jej brakowało były plotki na temat miłości Malfoya i Granger. Na dodatek, ich relacja wydawała się rozhuśtana niczym mugolska huśtawka - raz czułość, raz nienawiść. W głębi serca liczyła jednak, że to czułość przejmie górę. Dzisiejsze wydarzenie zmusiło ją jednak do przyspieszenia tempa - plotki w Hogwarcie szybko się rozchodzą, a zależało jej na bezpośrednim przekazaniu informacji swoim przyjaciołom. „Co na to powiedzą Harry i Ginny?" rozmyślała czując, jak jej nogi trzęsą się z nerwów. 

Dzień powoli dobiegał końca, kiedy prefekci zbliżali się już późną porą do swojego dormitorium. W centrum znajdowała się kanapa i dwa fotele, otaczające dywan przy kominku. Na ścianach znajdowało się mnóstwo obrazów, a schody po lewej stronie prowadziły do sypialni. Na prawo znajdowały się schody prowadzące do słynnej łazienki prefektów. Podczas gdy Padma i Ernie zaszyli się w swoich pokojach tłumacząc się brakiem snu czy też rozpakowaniem bagażu, Dracon rozłożył się na kanapie i jednym ruchem różdżki wzniecił ogień w kominku.

- No chodź, nie pogryzę Cię... chyba. – mruknął, nie zmieniając wyrazu twarzy. Gryfonka zbliżyła się do niego, po czym on sam przyciągnął ją do siebie i wtulił się w nią tak, jakby miał już jej nie wypuścić – Ja, no wiesz... Chciałem Ci powiedzieć coś ważnego. – gryfonka spojrzała na niego w milczeniu – Przepraszam za to, co powiedziałem wcześniej. – i z miną zbitego psa odwrócił swój wzrok, gubiąc go w martwym punkcie. Dziewczyna uśmiechnęła się lekko, wyjmując pierścień i nasuwając go na swój palec.
- To ja przepraszam, głupio postąpiłam z ukrywaniem go. - odparła, wciąż lekko poprawiając go na swoim palcu. W tym momencie poczuła pocałunek na swojej szyi.
- Dzięki, to wiele znaczy dla takiego bezdusznego ślizgona jak ja. – uśmiechnął się, po czym ułożył tak, aby ta mogła położyć głowę na jego klatce piersiowej.

Przez dłuższy czas wpatrywali się w płomienie, które tliły się w kominku. Najlepiej czuli się w swoim otoczeniu właśnie wtedy, kiedy milczeli. Liczyli, że małe gesty Hermiony znowu będą wyjątkowe, a spojrzenia Dracona znowu będą przyprawiać dziewczynę o rumieńce.

- To będzie dobry rok. – wyszeptała, po czym odpłynęła w krainę snu.
- Ciekawość mnie zżera żeby zobaczyć, jak komicznie zareaguje Potter, kiedy zobaczy, że zostaniesz panią Malfoy. – prychnął swoim chłodnym śmiechem, po czym zauważył, że dziewczyna już dawno go nie słucha, wtulając się w niego i zaciskając w dłoni kawałek jego marynarki – Ech, moja Granger mnie ignoruje... – syknął, po czym delikatnym ruchem wziął dziewczynę na ręce i zaniósł do sypialni, układając w łóżku i posyłając pełne troski spojrzenie.

Zdawał sobie sprawę z tego, że w szkole obowiązują ich pewne reguły, ale jego ślizgońska natura podpowiadała mu, że Malfoyowie nigdy nikogo nie słuchają. Z diabelskim uśmiechem ułożył się na łóżku Hermiony przytulając ją do siebie czule, ignorując fakt, że powinien już dawno spać w swojej własnej sypialni. „Malfoy robi to, co chce." pomyślał, po czym jednym ruchem różdżki zamknął drzwi do sypialni. Teraz priorytetem była dla niego naprawa związku z dziewczyną, którą kocha.

- Colloportus.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

©