Kiedy bliska nam osoba umiera uświadamiamy sobie, jak nasze życie jest krótkie i nietrwałe. To, jak wiele wydarzeń nie jest zależnych od naszych czynów. Hermiona Granger uświadomiła sobie jednak, że jej wybory miały bardzo zły wpływ na kolejne wydarzenia. Spoglądając na martwe ciało przyjaciela, czuła się współwinna temu morderstwu. To ona mogła znaleźć się na jego miejscu. Tłum Śmierciożerców znajdujący się na placu zniszczonej szkoły zaczął chichotać, uczniowie cicho szlochać, a Draco Malfoy drżał w bezruchu, raz po raz spoglądając na dziewczynę.
- I tak bym jej nie zabił. - syknął Voldemort, kręcąc się koło gryfonki - Jest zbyt wartościową osobą.
- Co masz na myśli, Panie? - szepnęła Bellatrix, ze zdziwieniem spoglądając na zmizerniałą dziewczynę pogrążoną w smutku, której wzrok wbity był w ziemię.
- Jeszcze nie czas, Bello. Jeszcze nie czas... - mruknął, po czym zastygnął w bezruchu, spoglądając na Harry'ego Pottera, który stał na własnych nogach - żywy. W tym momencie Czarny Pan poczuł potworne osłabienie.
Młody czarodziej użył wcześniej Kamienia Wskrzeszenia, który otrzymał w spadku po zmarłym profesorze Dumbledorze. Przyzywając swoich bliskich, był w stanie powrócić do świata żywych. Ujmując różdżkę w swoją rękę wycelował w Voldemorta, czym spowodował dalszą walkę Śmierciożerców i Hogwartu. W tym samym czasie Draco zdał sobie sprawę, że nadeszła pora w której musi udowodnić, po której stronie walczy.
Harry zbliżył się do Czarnego Pana i nie spuszczając z niego wzroku, rzucił zaklęcie równocześnie z nim. Pozostali znajdowali się wewnątrz szkoły, atakując wrogów i walcząc o własne życia. Wśród nich znajdował się również Neville Longbottom, posiadający Miecz Gryffindora. Kierując się do Wielkiej Sali jego oczom ukazała się Hermiona Granger, uciekająca przed wężem Voldemorta - Nagini. Chłopak ruszył w jej kierunku, chcąc ocalić ją przed niebezpieczeństwem. Kiedy ta znalazła się w ślepym zaułku wąż uniósł się sycząc tak głośno, jak tylko potrafił. Neville zastygnął w bezruchu przerażony stworzeniem, które miał przed oczami. W ostatniej chwili Dracon wyrwał chłopakowi miecz z rąk, po czym zaatakował węża, przecinając go w połowie. Przerażona gryfonka zakryła swoje uszy, drżąc ze strachu. Kiedy jednak zauważyła, iż nic jej nie grozi, westchnęła i zbliżyła się do ślizgona.
- Gdyby nie Ty, to...
- Wiem. - przerwał jej, chwytając ją za rękę - Czas skończyć z Voldemortem.
Atak na Nagini znacznie osłabił siły czarnoksiężnika, który podczas walki z Potterem poczuł, jakby jakaś część jego samego właśnie zginęła. Jego przeciwnik doskonale to wykorzystał, całkowicie skupiając się na walce.
- To już Twój koniec, Tom. - warknął Harry, po czym zwiększył moc zaklęcia.
Voldemort z przerażeniem spojrzał na chłopaka, czując paraliż całego ciała. Z jego dłoni wypadła Czarna Różdżka, wywołując pusty dźwięk, a ciało zamieniło w czarny pył, wzlatując w powietrze i rozpływając się. Przedtem jednak, oczom jego wyobraźni ukazało się całe jego życie. Lata młodzieńcze, przybycie do Hogwartu... oraz całe zło, które wprowadził do świata magii. Tom Riddle zniknął na zawsze, kończąc pewien rozdział w życiach wielu czarodziei.
- Nareszcie... - wyszeptał Potter, padając na kolana i obserwując ruiny zamku. Wraz ze zniknięciem Voldemorta, zniknęli również Śmierciożercy, którzy ogłosili odwrót po śmierci ich przywódcy. Uczniowie Hogwartu wydali krótki okrzyk radości ze zwycięstwa, po czym dookoła nastała cisza.
Wojna bardzo wpłynęła na każdego z nich. Harry zauważając blade ciało rudowłosego przyjaciela leżące wśród ruin zamku, podniósł się i zbliżył do niego. Jego przyjaciel wciąż miał na sobie dziergany sweter, który dostał w prezencie od swojej matki. W tym momencie przez myśl Harry'ego przemknęły wszystkie chwile, które spędził wspólnie z Ronem. Pierwszy dzień w Hogwarcie, widok beztroskich min dzieci zafascynowanych magią, wspólne podróże pociągiem, spotkania z Hagridem oraz wszystkie przygody, które miały miejsce w ich w szkole nigdy nie znikną z jego pamięci. W swojej głowie wciąż miał obraz roześmianego Rona - tego niezdarnego, jednak roześmianego chłopaka, który był jego prawdziwym, najlepszym przyjacielem. Tego, który pomimo wrodzonego tchórzostwa odważył się przeciwstawić czarnej magii i stracił życie podczas walki o Hogwart, drugi dom dla każdego z nich. W oczach chłopaka zakręciły się łzy, które po chwili zaczęły spływać po jego policzkach, lądując na dzierganym swetrze przyjaciela. Harry położył swoją rękę na chłodnych, poniszczonych dłoniach Rona.
- Trzymaj się, Ron. - westchnął, po czym delikatnym ruchem dłoni zamknął oczy Weasleya. Scenie tej przypatrywała się Hermiona, obok której stał odwracający wzrok Malfoy.
- Będę za nim tęsknić, naprawdę. - wyznała, po czym Harry odwrócił się i lekko uśmiechnął.
- Hermiona... - nie dodając nic więcej ruszył w jej stronę i mocno przytulił przyjaciółkę, która odwzajemniła uścisk - Nawet sobie nie wyobrażasz, jak się o Ciebie martwiliśmy. Mimo tego, że się pokłóciliście, nawet Ron... - przerwał, nie mogąc wydusić kolejnego słowa.
- Przepraszam za wszystko. Za to, że zniknęłam w momencie, w którym byłam wam bardzo potrzebna. Za to, że nie było mnie z wami, kiedy szukaliście horkruksów. Za...
- Już dobrze, Miona. Teraz już jest dobrze. - odparł, spoglądając na odwróconego od nich Dracona, wyraźnie speszonego sytuacją - To ja przepraszam, że byłem zły o Malf... O Draco. - na dźwięk swojego imienia, ślizgon spojrzał na Harry'ego.
- Potter. - wymamrotał.
- Martwiłem się o Hermionę. Bałem się, że chcesz zrobić jej krzywdę ale teraz wiem, że tak nie jest. Mimo tego, że nigdy za sobą nie przepadaliśmy, nie chcę traktować Cię jak wroga. - odparł, wyciągając rękę w stronę Malfoya.
- Ta. Właściwie to ja też nic do Ciebie nie mam... Harry. - imię, które padło z jego ust brzmiało tak nienaturalnie, że spowodowało śmiech dwójki gryfonów. Poirytowany ślizgon szybkim ruchem podał dłoń Potterowi, po czym wsunął ją z powrotem do kieszeni.
- Może lepiej mów do mnie Potter. - zaśmiał się, spoglądając na ruiny i usuwając uśmiech ze swojej twarzy.
- Będę tęskniła za Hogwartem. - wyznała Hermiona, czując napływające do jej oczu łzy - To był przecież nasz dom... - wyznała, ocierając łzy na swojej twarzy i czując troskliwą dłoń ślizgona na swoim ramieniu.
- Hogwart nadal istnieje. Jest w naszych sercach, a dopóki o nim pamiętamy, nigdy nie zniknie. - odparł Harry Potter, po czym cała trójka ruszyła w stronę drzwi wejściowych.
Wielka Sala zapełniona była łóżkami na których leżały ofiary wojny. Wiele uczniów zostało rannych, przez co potrzebowali opieki. Pozostali stracili życie chroniąc szkołę. Kiedy Harry zniknął wśród tłumu aby odnaleźć Ginny, Hermiona złapała za rękę Dracona.
- Co robisz?
- Nie chcę Cię zgubić wśród tylu ludzi.
Wędrując przez salę i szukając bliskich, ślizgon i gryfonka obserwowali straty, jakie poniósł Hogwart. W oknach nie znajdowały się już szyby, a jedynie ich pozostałości, pozwalając wpływać do środka chłodnym masom powietrza. Stoły i ławki, które niegdyś znajdowały się w centrum sali, znajdowały się pod ścianą, w postaci połamanych i z niszczonych desek drewna. Ta sala w żadnym stopniu nie przypominała Wielkiej Sali sprzed roku. Spoglądając na rannych uczniów, dziewczyna poczuła nagle impulsywny uścisk dłoni Malfoya.
- O mój boże... - wymamrotał, po czym pobiegł w stronę jednego z łóżek. Przerażona, pobiegła zaraz za nim.
Chłopak skierował się w stronę łóżka, przy którym znajdowała się jego matka, zakrywając twarz dłońmi. Płakała ona nad zmarłym mężem - Lucjuszem Malfoyem. Jego blade ciało, platoniczne blond włosy i ciemna szata przykuły uwagę ślizgona, który w tej chwili czuł się potwornie.
- Matko... - przytulając matkę zaczął cicho szlochać, spoglądając na martwego ojca.
- Przykro mi, Draco. - wyznała drżącym głosem, tuląc do siebie syna - Jeden ze Śmierciożerców rzucił na Twojego ojca Avadę, starając się trafić w ucznia Hogwartu.
- Cholera jasna! Dlaczego akurat on?! - warknął chłopak, uświadamiając sobie, że stracił okazję, aby pożegnać się z własnym ojcem - Będę za nim tęsknił.
- Ja też, synu. Ja też... - odparła, ocierając łzy spływające po jej policzkach i zauważając gryfonkę, która wpatrując się zmartwionym wzrokiem, stała niedaleko opierając się o kolumnę. - Podjedź tu, Hermiono.
Zaskoczona, niepewnym krokiem zbliżyła się do matki Draco siadając obok, co po chwilę spoglądając na ślizgona.
- Nigdy nie miałyśmy okazji porozmawiać. - westchnęła Narcyza - Wiem, że mojemu Draco na Tobie zależy, dlatego nie potrafię żywić do Ciebie urazy. Rodzina jest dla mnie najważniejsza, więc szanuję decyzje mojego syna.
- Ja... Nie wiem, co powiedzieć. Dziękuję, pani Malfoy. - odparła, nerwowo zaciskając dłonie. Po chwili poczuła ciepły dotyk dłoni Narcyzy.
- Zapomnijmy o przeszłości, posiadanie wrogów nie przynosi żadnych korzyści. Skoro mój syn ma wobec Ciebie poważne zamiary, chcę żyć z Tobą w zgodzie. - uśmiechnęła się. Na jej słowa Dracon zareagował nerwowo.
- Mamo! - warknął z zawstydzeniem, na co gryfonka odpowiedziała ciepłym uśmiechem. Narcyza spojrzała ostatni raz na swojego męża, po czym zakryła jego ciało białym prześcieradłem.
- Chcę tylko, aby te mroczne czasy w końcu się zakończyły.
Po zakończeniu wojny każdy z obecnych wyszedł na plac Hogwartu, aby wspólnie oddać hołd zmarłym. Materialne straty były niczym w porównaniu do strat moralnych. Mimo różnic, w tym momencie wszyscy byli sobie równi. Wśród innych znajdowali się również Harry, Ginny, Hermiona i Draco. Każde z nich uniosło różdżki ku górze i wykrzyknęło zaklęcie, oddając cześć zmarłym osobom.
- Lumos!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz