czwartek, 7 kwietnia 2016

Rozdział IV: Salvio Hexia

  Życie składa się z chwil, które są ulotne. Z ułamków sekund, w których czuje się, że ''Teraz jest idealnie''. Z momentów, których nie zamieniłoby się na żadne inne. Właśnie teraz, Draco Malfoy uświadomił sobie, że ta chwila należy do najlepszych momentów w jego życiu. Tańcząc wśród innych uczniów razem ze swoją partnerką, czuł się spełniony. Z drugiej strony wiedział jednak, że jego uczucie nie jest odwzajemnione. Jej zależało jedynie na otrzymaniu odpowiedzi, której on nie mógł wyjawić ze względu na jej bezpieczeństwo. Hermiona impulsywnie ścisnęła w dłoni kawałek jego marynarki.

- Hmm? Nie podoba Ci się bal? – mruknął.
- Nie o to chodzi...Ron na nas patrzy. – wyszeptała zmartwiona. Ten odpowiedział jej zadziornym uśmiechem.
- Wybierając się ze mną musiałaś liczyć się z takimi spojrzeniami, Granger. – odparł, obracając partnerkę w tańcu – Kto by się spodziewał, że Draco Malfoy zaprosi mugolaczkę jako partnerkę?
- Zamknij się, Malfoy. – warknęła.
- No no, Granger, widzę że chcesz ze mną wygrać! – zaśmiał się.
- A Ty skutecznie mi to ułatwiasz. – odrzekła.

  Mimo krzywych spojrzeń i szeptów uczniów z każdych stron, Hermiona i Draco byli nierozłączni podczas trwania balu. Każde z nich miało swój cel do osiągnięcia, do którego dążyło. Siedząc wspólnie przy stole, ślizgon wyjął ze swojej kieszeni pudełeczko, po czym podsunął je gryfonce, odwracając od niej wzrok.

- Masz, to dla Ciebie. – chrząknął nerwowo.
- Och. – westchnęła, otwierając prezent. Jej oczom ukazała się srebrna spinka do włosów w kształcie węża, którego oczy wypełniały szmaragdowe kryształy.
- Czy chcesz czy nie, jesteś moją partnerką dzisiejszego wieczoru, dlatego jest Twój. – odpowiedział.
- To miłe z Twojej strony. – uśmiechnęła się – czy mógłbyś wpiąć ją w moje włosy?
- Ja, um... Jasne. – zakłopotany nachylił się nad dziewczyną i wpiął spinkę – Gotowe.
- Teraz wyglądam jak prawdziwa ślizgonka, co? – zażartowała.
- Ty i ślizgonka? – odparł śmiejąc się.
- Wtedy to ja dokuczałabym Tobie, Malfoy. – uśmiechnęła się sarkastycznie.
- Jesteś zbyt dobrą dziewczynką, Granger. Twój dobry charakterek do nas nie pasuje. My, ślizgoni, lubimy czasem łamać reguły. – mówiąc, uśmiechnął się zawadiacko.

W międzyczasie, Ron Weasley zostawiając swoją partnerkę, Lavender Brown, ruszył w stronę Hermiony i przerwał rozmowę.

- Mogę na słowo? – zapytał poirytowany.
- Czego tu szukasz, Weasley? – warknął ślizgon.
- Nie Twoja sprawa, Malfoy. Nie wtrącaj się. Hermiona, mogłabyś?

Dziewczyna kiwnęła głową w stronę jej partnera na znak, że wszystko w porządku.

- Pójdę po napoje. – mruknął, po czym zostawił przyjaciół samych.
- Co Ty wyprawiasz, Hermiona? Przychodzisz na bal z Malfoyem, a teraz nawet widzę, że lubisz jego towarzystwo! – zarzucił jej poirytowany.
- To długa historia, ale masz rację. Wolę towarzystwo Draco, który w porównaniu do Ciebie, Ronaldzie Weasley, nie poucza mnie. – warknęła.
- Świetnie. Widzę, że zdołał Cię przekupić jakimś świecidełkiem w kształcie węża. – odparł, wydzierając spinkę z włosów Hermiony.
- Zostaw to!
- Jesteś teraz ślizgonką, co? Wiesz jaki wstyd przynosisz dla Gryffindoru? – mówiąc, wymachiwał spinką przed oczami dziewczyny.
- Dość tego. – warknął ślizgon, interweniując – Oddaj jej to i zostaw ją w spokoju, Weasley.
- Okręciłeś ją sobie wokół palca, Malfoy. Nigdy Ci tego nie wybaczę.
- Myślisz, że gdyby nie ja, kręciłaby się wokół Ciebie? Tylko ta wywłoka Lavender jest na tyle głupia. – zaśmiał się, popijając napój.
- Hermiona na pewno byłaby ze mną. – syknął.
- Ach tak? – odparła – Nie Tobie o tym decydować, Ron!

Po tych słowach gryfonka niesiona nerwami, wpięła srebrną spinkę w swoje włosy, po czym złożyła pocałunek na ustach Dracona. Ku jej zdziwieniu, ślizgon nie oparł się, a dziewczyna osiągnęła swój cel – Ron Weasley, gotując się ze wściekłości, wyszedł z sali balowej, w której wrzało od szeptów na temat pocałunku.

- Co to było?! – zdenerwował się ślizgon – Wszyscy to widzieli!
- Przepraszam. – odpowiedziała zakłopotana – Chciałam spowodować...
- Granger! Prawie cała szkoła nas widziała, wiesz co to znaczy?! To znaczy, że mój ojciec się o tym dowie! – krzyknął, wstając nerwowo.
- Naprawdę, nie miałam tego na celu... – wyszeptała, czując napływające do jej oczu łzy.
- Zapomnij o naszej umowie, przegrałaś. – warknął, po czym wyszedł z sali, zostawiając dziewczynę samą.

Wracając do swojego dormitorium czuł, jak jego serce wali jak szalone. Gryfonka nie zdawała sobie sprawy, jak wiele uczuć wywołała w nim tym gestem. Ponadto, pocałunkiem tym mogła zaryzykować własnym życiem. ''Jeśli mój ojciec się o tym dowie, każe ją zabić...''  myślał zdenerwowany. Zatrzymując się w korytarzu, nerwowo oparł się o ścianę i uderzył w nią pięściami. ''Wszystko zniszczyła! Muszę zrobić co w mojej mocy, aby to powstrzymać''.

- Twój ojciec, Lucjusz, już o wszystkim wie. – syknęła Pansy, pojawiając się za plecami Malfoya – Powiedziałam mu o tym. – dodała, szczerząc się z dumy.
- Nikt Cię o to nie prosił! – warknął, przyciskając ją za szyję do ściany – Jesteś z siebie dumna, Parkinson?!
- Śmiało, zabij mnie. – szepnęła, czując spływającą łzę na policzku – Mi już i tak nie zależy, Draco. Ja myślałam, że...
- Co?! No co myślałaś?! – krzyknął.
- Cholera, Draco, zależało mi na Tobie! – warknęła – Ale Ty od początku wolałeś tamtą szlamę... – wyznała, czując odpuszczającą dłoń ślizgona.
- Pansy... – mruknął, odwracając wzrok – Nigdy Cię nie kochałem. Byłaś tylko zabawką.
- Skoro nie mogę Cię mieć, zniszczę Cię, Draco. – ze łzami w oczach i zemstą w sercu, uśmiechnęła się mściwie – Twoja mugolaczka już wie, że jesteś Śmierciożercą, Malfoy?
- Tobie nigdy nie dosyć, co? – westchnął, po czym ruszył z powrotem w stronę sali balowej.

Gryfonka siedząc przy stoliku i obracając w dłoniach srebrną spinkę, rozmyślała nad swoimi dalszymi poczynaniami. ''Malfoy już nigdy nie powie mi prawdy o mojej pamięci, nienawidzi mnie''. Wiedziała, że przez chęć zrobienia na złość Weasleyowi zrobiła coś, czego powinna żałować. W głębi duszy jednak nie żałowała.
W tej samej chwili jej oczom ukazał się sam Malfoy, który chwytając dziewczynę za nadgarstek, wyprowadził ją z sali pełnej bawiących się uczniów.

- Co Ty wyprawiasz?!
- Ratuję Cię. – warknął – Wszystko Ci wytłumaczę. – dodał, po czym zaprowadził dziewczynę pod drzwi do dormitoriów gryfonów.
- Daję Ci dziesięć minut. Przebierz się i spakuj najważniejsze rzeczy, nie będziemy tutaj wracać.
- Wytłumacz mi co się dzieje!
- Mój ojciec już wie, rozumiesz? – odpowiedział nerwowo – Pansy powiedziała mu o naszym pocałunku. Jeśli nas tutaj zastanie, zabije i Ciebie, i mnie. A teraz idź, nie mamy dużo czasu.

Przerażona ruszyła w stronę swojego pokoju. ''Więc tak będzie wyglądało teraz moje życie?''
Pakując ostatnie rzeczy do swojej torebki, wyjęła z szuflady skrawek papieru, na którym zostawiła wiadomość dla swojej przyjaciółki.

''Droga Ginny,

Między nami pojawiła się przepaść. Nasza przyjaźń została wystawiona na próbę, a wspólni przyjaciele skłóceni. Mimo tego, zawsze będziecie dla mnie jak rodzina i kocham Was wszystkich.
Nie wiem, kiedy znowu się spotkamy, ale obiecuję Ci, że ten dzień nastąpi. Nie martwcie się o mnie.

PS. Pod żadnym pozorem – NIE SZUKAJCIE MNIE.

H.G.''

Szybkim ruchem wsunęła wiadomość pod poduszkę przyjaciółki, po czym opuściła pomieszczenie.
Ślizgon czekał w tym samym miejscu, przebrany w czarny garnitur, który nosił na co dzień, gotowy do opuszczenia zamku.

- Jesteś gotowa? – mruknął.
- A mam inne wyjście? – odparła, maskując wszelkie oznaki płaczu. Malfoy westchnął, poprawiając bluzę, która zsuwała się z ramienia dziewczyny.
- Twoim przyjaciołom nic nie grozi, nie martw się o nich. Tobie też nic się nie stanie. - odpowiedział starając się ją pocieszyć, po czym oboje ruszyli w stronę wyjścia.

Bal odbywał się w noc Bożego Narodzenia, wtedy też kursował Hogwart Express, którym Granger i Malfoy zamierzali dostać się do Londynu. Po dłuższej chwili znaleźli się na dworcu, gdzie ślizgon zakupił bilety i oboje znaleźli miejsce wśród przedziałów.

- Co teraz z nami będzie? - zapytała zmartwiona, wpatrując się w okno ruszającego pociągu.
- Nie wiem. - wyznał - Nigdy nie spodziewałem się takiego obrotu spraw.
- Powiedz... - mruknęła - Kim ja właściwie dla Ciebie jestem?

Po zadaniu pytania, dziewczyna w odpowiedzi otrzymała jedynie ciszę, odwrócony wzrok i nerwowe ruchy Malfoya. Po kilku chwilach, chłopak skierował wzrok na Hermionę.

- Powiem Ci to samo, co powiedziałem pewnej nocy, której Ty nie pamiętasz. - odparł - Nigdy nie byłaś dla mnie wrogiem, wręcz przeciwnie. Uważam Cię za kogoś wartego uwagi. Moją nienawiść do Ciebie wykreowałem dlatego, że zobowiązuje mnie do tego moje nazwisko. Sama wiesz, moja rodzina nie toleruje... - wstrzymał się - ...czarodziejów, którzy nie są czystej krwi. Dlatego nie mogłem utrzymać z Tobą dobrego kontaktu. Teraz już rozumiesz?

Po dawce informacji, którą otrzymała od swojego towarzysza, Hermiona usiłowała wrócić do wspomnień z tamtego dnia. Tak bardzo pragnęła przekroczyć barierę, której nie pozwalało przekroczyć jej rzucone na nią zaklęcie, że ostatecznie przez jej myśli przemknął jedynie głos Dracona, mówiący ''Musisz o tym zapomnieć... Jesteśmy wrogami".

- Nigdy! - krzyknęła, czując spływającą po jej policzku łzę.

Kiedy zorientowała się co się właśnie stało, ujrzała zakłopotaną twarz ślizgona.

- Dobrze się czujesz? - zapytał, obserwując ją zmartwionym wzrokiem.
- Nie... - wyznała czując, jak po jej twarzy spływa jeszcze więcej łez - Nie czuję się dobrze, Draco.

"Po raz pierwszy odkąd straciła pamięć, nazwała mnie moim imieniem..." pomyślał. W tym momencie poczuł, że nie ma sensu nadal kryć się z uczuciami, którym i tak udało się wydostać. Malfoy przysunął się do Hermiony, po czym objął ją i mocno przytulił.

- Nie płacz. - odparł, próbując uspokoić dziewczynę - To moja wina, rzuciłem na Ciebie zaklęcie myśląc, że będzie Ci łatwiej jeśli zapomnisz o tym, co się wydarzyło. Skutek był odwrotny. - dodał. Po dłuższej chwili gryfonka uspokoiła się.
- Draco... Co wydarzyło się tamtej nocy? - zapytała, patrząc prosto w jego oczy.
- Przegrałaś, nie mogę Ci powiedzieć. - wyznał, uśmiechając się lekko.
- Nie masz nic do stracenia. - odparła. Malfoy zamilknął na moment, po czym westchnął głęboko.
- ...Zaczęło się od pewnej lekcji eliksirów z profesorem Snapem, kiedy zapatrzyłem się w Ciebie, a Ty to zauważyłaś. Przestałaś uważać na lekcji, przez co zostało wam odebrane 10 punktów.
- Niemożliwe! - odparła ze zdziwienia - Zawsze uważam na lekcjach, nie wkręcaj mnie!
- Mówię prawdę! - zaśmiał się przez chwilę - Od tamtego czasu zaczęły Cię irytować moje spojrzenia. Pewnego wieczoru kazałaś przyjść mi nad jezioro, gdzie wyznałem Ci to samo, co przed chwilą. - kontynuował.
- Uwierzyłam Ci? - wtrąciła.
- Chciałaś mi pomóc, byłem zaskoczony tym, jak dobra potrafisz być. - uśmiechnął się.
- No tak, to w moim stylu. - odwzajemniła uśmiech.
- A potem... Oddaliłem się od Ciebie. Nie chciałem się do Ciebie zbliżyć, aby uniknąć tego, co właśnie się dzieje... - przerwał, spoglądając za okno jadącego pociągu.
- Nie wierzę, że dałam za wygraną!
- Nie dałaś! - zaprzeczył - Wręcz przeciwnie. Codziennie czekałaś na mnie przy jeziorze, a ja ignorowałem Cię mając nadzieję, że w końcu odpuścisz. Dopiero pewnego zimowego dnia, kiedy marzłaś w oczekiwaniu na mnie, przyszedłem do Ciebie. Było mi Cię najzwyczajniej w świecie szkoda. - mruknął.
- Wiedziałam, że w głębi duszy nie jesteś taki zły, na jakiego się kreujesz - uśmiechnęła się.
- Zabrałem Cię do Pokoju Życzeń. Chciałem zrekompensować Ci to, że tak długo Cię ignorowałem, i... - przerwał.
- Co dalej?
- No, wiesz... - chrząknął, nerwowo poprawiając swoje włosy - Przytuliłem Cię.

Hermiona zarumieniła się, słysząc to z ust ślizgona. Nigdy wcześniej nie przypuszczałaby, że zbliży się do niego w ten sposób.

- Czy my... - przerwała.
- Co? - mruknął.
- No... Wiesz o co mi chodzi... - odsunęła się od niego, patrząc prosto w jego oczy - Powiedz prawdę. Czy my spaliśmy ze sobą? - zapytała nieśmiało, po czym Malfoy odwrócił wzrok, nerwowo odsuwając się od dziewczyny.
- My... No, wiesz... Tak. - wymamrotał.

W przedziale przez moment nastała cisza, obydwoje odwrócili od siebie wzrok, po czym gryfonka prychnęła.

- Nie wierzę! - warknęła.
- W co?
- Nie wierzę, że odebrałeś mi takie wspomnienia, jak mogłeś?! - wzburzyła się.
- Zrobiłem to dla Twojego bezpieczeństwa! - warknął.
- Jak widzisz nie zadziałało, bo właśnie znajdujemy się w pociągu do Londynu! - krzyknęła. Chłopak zamilknął, trując się poczuciem winy i powodując ciszę, która utrzymała się aż do końca podróży.

Wysiadając na londyńskim peronie obydwoje nie byli do końca pewni, gdzie mają się udać. Po wspólnej naradzie doszli do wniosku, iż najrozsądniej będzie, jeśli znajdą opuszczone miejsce, w którym będą mogli odpocząć przez noc. Po długich poszukiwaniach, ich oczom ukazał się stary, drewniany dom, w którym mogli znaleźć schronienie.

- Będziemy tutaj spać? - jęknął Malfoy - Przecież to ruina.
- Nie mamy innego wyboru. - odparła Hermiona, rozglądając się dokoła.

W środku nie było ani żywej duszy, natomiast nie brakowało chłodu i ciemności. Po znalezieniu kilku świec i rozpaleniu ich, dziewczyna wyjęła ze swojej torebki koc, który zabrała ze sobą z Pokoju Dziennego gryfonów.

- Zmieściłaś go w tej torebce? - zaintrygowany uniósł brew.
- To dzięki zaklęciu zmniejszająco-zwiększającemu. Mam w niej jeszcze sporo rzeczy. - uśmiechnęła się.
- Niech zgadnę... Książki też?
- Tylko ''Historię Hogwartu''. - odparła, po czym obydwoje uśmiechnęli się do siebie.

Księżyc świecił wyjątkowo jasno tej nocy. Ślizgon i gryfonka odczuwali strach przed tym, co może się wydarzyć. Z drugiej strony jednak mieli wielkie nadzieje na to, że wszystko potoczy się po ich myśli. Hermiona wyszła na zewnątrz i unosząc swoją różdżkę, wykonała zaklęcie ochronne, które pozwoli im spokojnie przetrwać przez noc:

- Salvio Hexia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

©