sobota, 2 kwietnia 2016

Rozdział III - Periculum

  Na niebie zawisły deszczowe chmury ukrywając jego błękit, a okna pokrywała niezliczona ilość kropel. Dziewczyna obserwowała dryfujące obłoki, myślami wracając do ostatnich wydarzeń. Słowa Ginny utkwiły w jej pamięci. "Myślę, że powinnaś z nim porozmawiać. On jest jedyną osobą, która może Ci pomóc". Tylko on mógł pomóc gryfonce w odnalezieniu prawdy. Tylko i wyłącznie on był w posiadaniu brakujących puzzli w układance. Przygryzając wargę, rozmyślała co zrobić dalej.

- Okropna pogoda, co? - mruknął, dosiadając się do stolika w bibliotece - Nie mamy wiele czasu. Jeśli ktoś nas zobaczy, zaczną plotkować.
- Malfoy... - westchnęła - Musisz mi pomóc.
- Tak jak obiecałem, przysługa za przysługę, Granger. Odwdzięczę się za uratowanie mi życia - odpowiedział, uciekając wzrokiem - Czego potrzebujesz?
- Oddaj mi moje wspomnienia, Malfoy.

Zamilknął na moment.

- Nigdy. - warknął.
- Nie miałeś prawa tego robić.
- Granger. - pochylił się przed nią - Od tego zależy Twoje życie, rozumiesz? Gdybyś pamiętała to, co... - zawahał się - Po prostu doceń to, co dla Ciebie robię. To nie jest dla mnie łatwe. - dodał, zaciskając dłonie.
- Nie boję się. - odpowiedziała - Nie musisz mnie przed niczym bronić.
- Ale ja się boję. - wyznał, opadając na krzesło - Boję się, że gdyby prawda wyszła na jaw, nie miałby Cię kto obronić.

Przez chwilę gryfonce zdawało się, że Draco Malfoy robi to wszystko dla własnej korzyści, jednak w tym momencie była przekonana, że walczy on o coś więcej.

- Obronić przed czym?

Ślizgon spojrzał w stronę regałów z książkami, dostrzegając przyjaciół. Wstał, po czym zbliżył usta do ucha dziewczyny.

- Przed niebezpieczeństem. - wyszeptał - Jesteś gotowa podjąć ryzyko? - dodał, po czym ruszył w stronę drzwi wyjściowych.

"Jestem gotowa."
, odpowiedziała samej sobie.

- Draco! - wrzasnęła Pansy Parkinson, mijając przyjaciela na korytarzu - Masz czas? Chcę pogadać. - uśmiechnęła się zawadiacko, zatrzymując go.
- Czego chcesz, Pansy? - westchnął.
- Wiesz... - oparła się o ścianę - Zastanawiałeś się już z kim wybierzesz się na Bal Bożonarodzeniowy?
- Daj mi spokój z balem. Idź z Goylem, nie mam ochoty na tańce. - bąknął, po czym udał się do swojego dormitorium, zostawiając dziewczynę.

"Chciałbym zaprosić Hermionę." pomyślał. "Na pewno by się nie zgodziła. Poza tym, ode mnie woli tego rudowłosego świra, Weasleya.".
Wchodząc do pokoju wspólnego rozejrzał się dookoła, po czym rzucił na kanapę, głęboko wzdychając.
- Blaise, jesteś tu? - krzyknął.
- Czołem, Draco. - przywitał się, siadając naprzeciwko Malfoya.
- Wybrałeś już partnerkę na bal?
- Właściwie to... - chrząknął, sięgając po butelkę wody - Chciałem zaprosić Pansy, co o tym myślisz?
- Bierz ją. - mruknął - Mam kogoś innego na oku. - dodał, powodując uśmiech przyjaciela.
- Super. Kim jest ta szczęściara?
- Za dużo chciałbyś wiedzieć, denerwujesz mnie! - warknął - Dowiesz się w swoim czasie.
- Dobra, dobra... Powiedz chociaż, to ślizgonka? Puchonka? A może krukonka? - zapytał, pijąc łyk wody.
- Właściwie to gryfonka.

Blaise zakrztusił się po usłyszeniu odpowiedzi Draco.

- Bez urazy, ale... Stary, powaliło Cię?!
- Cholera, Blaise, nawet Ty mnie dziś denerwujesz.

Po całym dniu zajęć, wieczorową porą, Ginny i Hermiona rozsiadły się na kanapie w pokoju gryfonów, podejmując temat balu. Tradycyjnym zwyczajem było, że to chłopcy zapraszali swoje partnerki. Uczennice chodziły więc podekscytowane i czekały na propozycje od uczniów.

- Harry już Cię zaprosił, Gin? - zapytała przyjaciółka, rozczesując drugiej włosy.
- Tak, że się zgodziłam to oczywiste. - uśmiechnęła się - A Ty, Miona, wybierasz się na bal?
- Czy ja wiem... - westchnęła, wpatrując się w błyszczące włosy rudej - Nie jestem pewna, czy mam ochotę na tańce.
- Będzie fajnie, zobaczysz. Założę się, że wielu chłopców będzie chciało się z Tobą wybrać. - odparła, przytulając się do niej.

We wspólnym pokoju pojawił się Ron. Nie spoglądając na Hermionę przemknął obok gryfonek, zatrzaskując za sobą drzwi dormitorium. Zaraz za nim kroczył Harry, który wzruszając ramionami w stronę dziewczyn, podążył za przyjacielem.

- Nadal ze sobą nie rozmawiacie? - zasmuciła się Ginny.
- To co zrobił było okropne. Mógł zabić niewinną osobę z głupiej, nieuzasadnionej złości.
- Mówimy o moim bracie. - westchnęła - Czasem podejmuje pochopne decyzje, ale... Miał dobre intencje, uwierz mi. Poza tym... Malfoy niewinny? Tak naprawdę nie masz żadnej pewności co do tego, czy Cię nie skrzywdził.
- Wierzę mu. Wtedy, gdy uratowałam go po ataku Rona, przeprosił mnie. Myślę, że nie jest taki zły, za jakiego go mamy. - "Mam deja vu, czuję się, jakbym już to kiedyś mówiła." pomyślała.
- Rób jak uważasz, ja nie jestem do niego przekonana. - zadąsała się.
- Ginny... Wiem, że chciałabyś, aby to Ron był w moim sercu. Ale on jest dla mnie jak brat, nic więcej. Przykro mi. - wyznała.
- Rozumiem. - uśmiechnęła się na moment - Mam tylko nadzieję, że nikt Cię nigdy nie skrzywdzi. - dodała, po czym pogładziła ją po ramieniu - Kibicuję Ci.
- Dzięki, jesteś najlepsza. - uśmiechnęła się - Muszę zrobić coś bardzo ważnego.

Po tych słowach wstała z kanapy, kierując się do dormitoriów ślizgonów. "Muszę poznać prawdę, za wszelką cenę". Dziewczyna ruszyła korytarzem, zbiegła po schodach i skierowała się do lochów, gdzie mieścił się pokój wspólny Slytherinu.

- Nie znam hasła... - niepewnie zapukała do drzwi pokoju, jednak bezskutecznie.

Stanęła pod ścianą, zsuwając się i siadając na ziemi. "To nie tak, że go lubię. Muszę poznać prawdę za wszelką cenę. Jeśli to wymaga poświęceń, jestem na to gotowa. Nie mogę żyć ze świadomością, że zrobiłam coś, czego nie pamiętam". Po kilku minutach drzwi lochu otworzyły się, a z pokoju wyszedł Blaise Zabini. Zauważywszy ją, podrapał się po głowie.

- Granger? Ty tutaj? Czego tu szukasz?
- Muszę porozmawiać z Malfoyem. Powiedzmy, że jest w posiadaniu mojej własności. - odpowiedziała, stając na równe nogi.
- Draco! Ktoś na Ciebie czeka! - wrzasnął Blaise.
- Co znowu?! - dało się słyszeć głos ślizgona, który po kilku chwilach wyszedł z sali - Granger?
- Możemy porozmawiać? - chrząknęła - Mam na myśli, na osobności.

Chłopak chwycił ją ostro za ramię i nerwowym krokiem zaprowadził w odosobnione miejsce.

- Nie przychodź tu, Granger. To nie jest miejsce dla Ciebie. - syknął.
- Cokolwiek się stanie, chcę usłyszeć prawdę o mojej utraconej pamięci. Powiedz mi wszystko. - odpowiedziała stanowczo.

Malfoy zawahał się przez chwilę. Prawdę mówiąc, nie spodziewał się, że Hermiona Granger udzieli mu takiej odpowiedzi. Liczył na zatajenie sytuacji tak, aby nikt nie poniósł konsekwencji za popełnione błędy. "Cóż... Czym jest życie bez ryzyka?"

-
Zgoda, powiem Ci wszystko, co wydarzyło się w tamtym czasie. - uśmiechnął się nonszalancko - Pod jednym warunkiem.
- Ty i te Twoje warunki... - mruknęła.
- Zagramy w grę. - odparł - Zabiorę Cię ze sobą na Bal Bożonarodzeniowy. To będzie najwspanialszy wieczór w całym Twoim życiu, prawdopodobnie nigdy o nim nie zapomnisz. - spojrzał na nią, wkładając ręce do kieszeni - Jeśli się we mnie zakochasz, przegrywasz. Wtedy to ja jestem zwycięzcą i zabieram Twoje wspomnienia ze sobą do grobu. Wchodzisz w to?
- W co Ty pogrywasz, Malfoy? - warknęła.
- Spokojnie, Granger. Skoro mnie tak bardzo nienawidzisz, nie powinnaś mieć problemu z wygraną, prawda? - uśmiechnął się sarkastycznie.
- Umowa stoi, dla mnie to bułka z masłem.
- Więc należysz do nielicznych, które potrafią mi się oprzeć, co? - zaśmiał się.
- Zabawne. Radzę dobrze oczyścić umysł, zadaję dużo pytań.
- Doprawdy?
- Do zobaczenia na balu, Malfoy.

Ślizgon pożegnał ją oschłym śmiechem, odprowadzając dziewczynę wzrokiem. Ta odczuwała mieszane uczucia: Z jednej strony szczęście. Poczucie, że jest na wygranej pozycji. Z drugiej zaś strony, nie była przekonana czego może się spodziewać po Malfoyu. Dodatkowo trapiła ją myśl, co powiedzą jej przyjaciele, gdy ujrzą ją na parkiecie z ich wrogiem? Jak zareaguje Ron? Wszystkie myśli kłębiły się w głowie nastolatki.

- Miona, wróciłaś. - rudowłosa powitała ją uśmiechem - Cała się rumienisz, coś się stało?
- Rumienię? Nieprawda! - kontrolnie zakryła twarz dłońmi - Spotkałam się z kimś.
- Niech zgadnę, Malfoy? - spojrzała na nią znacząco - To zabawne. Z jednej strony wydajesz się nienawidzić go z całego serca, jednak z drugiej mam wrażenie, że wiele dla Ciebie znaczy.
- Zaprosił mnie na bal. - oznajmiła.

Ginny zamilkła na ułamek sekundy.

- Ron nigdy Ci nie wybaczy. Poza tym... - dodała - ...Harry też nie jest zadowolony z tego, że zadajesz się z Malfoyem.
- Powinni mnie wspierać, nie krytykować.
- Hermiona, oni się martwią. Jesteś dla nich jak siostra.
- Nie zrobiłam nic złego, potrzebuję jedynie zrozumienia. Jeśli go od nich nie otrzymam, oznacza to tyle, że nigdy nie byli prawdziwymi przyjaciółmi.

Przyjaciółka zaniemówiła, patrząc na gryfonkę, której po ostatnich wydarzeniach w jej życiu kompletnie nie poznaje.

- Zmieniłaś się.
- Przepraszam, Ginny. - odparła, po czym weszła do swojego dormitorium i położyła do łóżka.

"Co im przyszło do głowy? Myśleć, że żywię jakieś głębsze uczucia do Malfoya? Jestem dla niego zwykłą szlamą, z którą jedynie pogrywa, nikim więcej." Wtulając się w ciepłą pościel, jej powieki stawały się cięższe i powoli zasypiała. "Ale kim jest dla mnie on?"Po kilku dniach egzaminów, nadszedł dzień balu. Dzień, w którym wspólnie bawią się uczniowie wszystkich domów, bez podziałów. Ginny, Harry i Ron razem przygotowywali się w pokoju wspólnym. Dziewczyna zawiązała Harry'emu krawat, po czym poprawiła kołnierz Rona. Hermiona jednak wiedząc, że byłaby jedynie powodem sporów - wolała przygotować się na własną rękę.
Wybór padł na szmaragdową sukienkę. Obcisły krój podkreślał kształty gryfonki, a cekiny, którymi była w pełni pokryta sprawiały, że wyglądała jak gwiazda wieczoru.
Wychodząc z dormitorium przystanęła na chwilę, aby popatrzeć na swoich przyjaciół. Ginny wyglądała cudownie w czerwonej, zwiewnej sukience razem z Harrym, który dopasował do niej krawat. Ron natomiast ubrany był w ciemnobrązowy garnitur. Jego partnerką okazała się Lavender Brown, która nosiła czarną sukienkę, pasującą do jego koszuli. "Bawcie się dobrze..." pomyślała, zmierzając ku wyjściu.
Tuż przy obrazie, czekał na nią jej partner, jak zawsze posiadał ubrania z najwyższej półki. Czarny, dopasowany garnitur idealnie na nim leżał, a szmaragdowa koszula prezentowała się na nim idealnie. Kiedy ujrzał partnerkę na moment zastygnął w miejscu, wpatrzony jak w obraz.

- Wiedziałem, że jesteś mądra... - zaśmiał się - ...Ale nie spodziewałem się, że trafisz w kolor mojej koszuli.
- Gotowy na przegraną? - zapytała pewna siebie.
- Ja nigdy nie przegrywam, Granger. - uśmiechnął się, chwytając gryfonkę za rękę i wspólnie weszli na salę balową.

Świąteczny wystrój sali powodował uśmiechy na twarzach uczniów. Sklepienie wypełniały miliony gwiazd, wokół kolumn zawijały się ozdobne sople lodu. Całość dopełniały świąteczne choinki, udekorowane błyszczącymi bombkami.

- Pięknie tu. - wyznała Hermiona.
- Pokażę Ci coś. - odpowiedział.

Malfoy wyjął swoją różdżkę i jednym ruchem stworzył czerwone iskry, które wystrzelając w powietrze, tworzyły najpiękniejsze fajerwerki, jakie gryfonka widziała w całym swoim życiu. Zaklęcie to brzmiało w jej głowie jeszcze przez kilka kolejnych chwil:

- Periculum.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

©