poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Rozdział V: Crucio

   Z jednej strony, życie gryfonki zaczęło się w pewien sposób układać. Znalazła ona wspólny język z Malfoyem, co kilka miesięcy wcześniej mogło jej się wydawać niewykonalne. Zaliczała to więc do swoich małych sukcesów czując, że właśnie tego brakowało jej w życiu. Z drugiej strony czuła jednak, że tracąc dobre relacje ze swoimi przyjaciółmi, którym nie odstępowała kroku, straciła cząstkę siebie. Strach powodowała u niej myśl, że Lucjusz Malfoy depcze młodym po piętach. Sama nie była właściwie pewna, czy uczucie którym darzyła Dracona można by nazwać miłością. Niemniej jednak miała świadomość, że jego ojciec nie zaakceptuje nawet tego niejasnego uczucia.

- Draco, śpisz? – szepnęła, kierując swój wzrok na ślizgona – Nie mogę zasnąć.
- Co, mam Ci zaśpiewać kołysankę? – warknął. W jego głosie dało się słyszeć zmęczenie – Jak nie możesz zasnąć, to przynajmniej pozwól na to innym. – wymamrotał, po czym przyjął wygodniejszą pozycję do snu.

Gryfonka fuknęła w odpowiedzi, po czym rozglądnęła się po pomieszczeniu. Dom, w którym się znajdowali nie był bogato wyposażony. Pomieszczenie oświetlone było kilkoma świecami, które udało jej się wcześniej znaleźć. Światło odbijało się od drewnianej podłogi, po czym padało na starą, burgundową sofę - wystarczająco dużą, aby pomieściła dwie osoby. Na ścianach znajdowały się obrazy, których ramy uległy zniszczeniu, a płótna zdawały się być rozdrapane. Pod ścianami znajdowały się szafka oraz stół jadalniany, gdzie dziewczyna zdążyła rozłożyć swoje bagaże.

- Nie wierzę, że możesz spać w takim momencie! – odparła po dłuższej chwili. Chłopak westchnął, po czym powrócił do pozycji siedzącej i spojrzał na Hermionę.
- Słuchaj, ja też nie mogę przestać myśleć o tym, co się wydarzyło. Od teraz cała moja rodzina jest przeciwko mnie. – mruknął.
- Nie możemy ciągle uciekać. – spuściła wzrok, rozmyślając nad wszystkim.
- Masz rację, Granger... – odpowiedział, przecierając twarz dłońmi – Wrócimy tam, ale jeszcze nie teraz.
- Wyjeżdżając, naraziliśmy Hogwart na niebezpieczeństwo. Czuję się winna... – wyznała.
- Jeśli ktoś ma być temu winny, to ja. – patrząc dziewczynie prosto w oczy, nachylił się nad nią - Naraziłem nas na niebezpieczeństwo, rozumiesz? Powinienem był pozwolić Ci odejść! Nie potrafiłem oprzeć się pragnieniu... przebywania z Tobą. – mruknął, odwracając speszony wzrok.

Chłopak spojrzał na Hermionę zdziwiony tym, że nie otrzymał żadnej odpowiedzi. Ta szczerzyła się od ucha do ucha, patrząc prosto na niego.

- No i co się tak szczerzysz?
- Rzadko można usłyszeć od Ciebie coś miłego, korzystam z okazji. – odpowiedziała, układając się wygodnie i przykrywając kocem aż po uszy.
- Wiesz co? Najlepiej będzie jak już pójdziesz spać, Granger! – warknął, odwracając się do niej plecami.
- Stary, dobry Malfoy... – mruknęła cicho, po czym zamknęła oczy i zasnęła.

Mijały tygodnie odkąd ślizgon i gryfonka opuścili Hogwart. Dni spędzane wspólnie nigdy nie wiały nudą. Zdarzało się, że Hermiona tłumaczyła Draconowi działanie mugolskich przedmiotów, innym razem chłopak opowiadał jej o życiu arystokrackim w Dworze Malfoyów. Nie brakowało również dni przepełnionych kłótniami, w których wspólne przebywanie ze sobą było dla nich karą. Jedyną monotonią, która wkradła się w spędzane wspólnie dni, były posiłki. Hermionę śmieszyło ciągłe narzekanie i grymasy ze strony Dracona.

- Znowu dyniowe paszteciki?! Zwariuję tu, Granger. Nie mogłaś wziąć ze sobą czegoś innego? – irytował się tworząc grymas na twarzy, po czym niechętnie zjadał posiłek, nie mając innego wyboru.

Spędzanie wspólnego czasu w pewien sposób zbliżało do siebie tę dwójkę, ale budziło też coraz więcej i więcej niepokoju związanego z sytuacją, w której się znajdują.
Pewnego poranka coś małego i szarego pojawiło się za szybą. Jako że Hermiona nadal spała, Malfoy zbliżył się do okna i zobaczył małą sowę, trzymającą w dziobie list. Ślizgon uchylił okno, po czym zwierzę przekazało to, co miało dostarczyć, odwracając się i odlatując. Obracając kopertę w dłoniach, zauważył podpis ''Hermiona Granger". Widząc, że dziewczyna śpi, schował list do swojej marynarki i powrócił do wykonywanych czynności.
Wieczorną porą, kiedy gryfonka relaksowała się przy lekturze "Historii Hogwartu" chłopak wyszedł na werandę domu, siadając na stopniu. Z kieszeni wyjął list otrzymany wcześniej i bez zgody dziewczyny otworzył go, czytając treść.

"Droga Hermiono,

Nie znam powodu Twojej ucieczki, jednak mam nadzieję, że wszystko w porządku. Brakuje nam Ciebie bardziej niż kiedykolwiek i przykro nam, że traktowaliśmy Cię w oschły sposób.

W Hogwarcie nastały złe czasy... Zmarł Dumbledore. To wina Śmierciożerców, którzy w nieznany nam sposób wdarli się do naszej szkoły. Profesora zaatakował Severus Snape, rzucając zaklęcie Avada Kedavra na oczach Harry'ego, który obserwował wszystko z ukrycia. To wydarzenie bardzo nas dotknęło. Hogwart czeka wojna z Voldemortem. Uczniowie są przerażeni, jednak pełni świadomości, że musimy chronić nasz drugi dom. Razem z Harrym i Ronem wyruszamy w poszukiwaniu horkrusów.

Ciebie i Malfoya poszukuje jego ojciec, Lucjusz. Cokolwiek zamierzacie zrobić, nie wracajcie tutaj. To miejsce stało się niebezpieczne.

Tęsknię za Tobą i mam nadzieję, że jeszcze kiedyś będzie dane nam się spotkać.
G.W."


- Co czytasz? – zapytała dziewczyna, widząc trzymającego list Malfoya – Ty płaczesz? Co się stało?
- To wszystko moja wina... – wyznał, podając dziewczynie list i ukrywając za swoimi dłońmi twarz pełną wstydu. Zdenerwowana chwyciła kartkę papieru i przeczytała list najszybciej jak potrafiła.
- O mój boże... – dziewczyna opadła, siadając tuż obok chłopaka, a z jej oczu wypłynęły łzy – Musimy im pomóc, nie możemy ich tak zostawić! Draco, słuchasz mnie?!
- To moja wina, Hermiona! – krzyknął – Rozumiesz?! Moja! To ja umożliwiłem im dostanie się do Hogwartu... To dzięki mnie oni zabili... – przerwał, bijąc się z myślami. Dziewczyna ocierając łzy, nachyliła się przed chłopakiem.
- Dlaczego to zrobiłeś? – odparła z łamiącym się głosem – Myślałam, że się zmieniłeś.

Chłopak ocierając twarz, wstał i podciągnął lewy rękaw swojej marynarki. Oczom Hermiony ukazał się Mroczny Znak, wypalony na jego przedramieniu. Przerażona podniosła się i zaczęła cofać w stronę drzwi.

- Czy Ty...
- Nigdy nie chciałem być Śmierciożercą... – wyznał – Chcę być dobry,  przy Tobie taki się czuję. Zawsze patrzyłaś na ludzi z dobrej strony. Gdybym mógł, ja... – przerwał, próbując się uspokoić – Gdybym mógł zrobiłbym wszystko, żeby pozbyć się tego znaku! Uczynienie mnie jednym z nich było zemstą za błędy mojego ojca. Voldemort zlecił mi zamordowanie Dumbledore'a, ale nie potrafiłbym tego zrobić. Nie jestem taki jak oni! – powiedziawszy te słowa, padł na kolana i zakrył przedramię – Musisz mi uwierzyć.

Widząc zdruzgotanego ślizgona który właśnie wyznał jej prawdę, poczuła w sercu żal i współczucie. Wiedziała, że nie zabiłby Dumbledore'a i zdawała sobie sprawę z tego, że wszystko co robił, było spowodowane strachem o własne życie. Niepewnym krokiem zbliżyła się do niego, pomagając mu wstać.

- Wierzę Ci, Draco. – wyznała – Nie mogę sobie wyobrazić, jak ciężko musiało Ci być.
- Dzięki.  – wymamrotał, po czym speszony ruszył do środka, pakując swoje rzeczy i przygotowując się do opuszczenia tego miejsca.

Po kilkunastu minutach obydwoje byli gotowi do drogi. Choć dzieliło ich tak wiele różnic, czuli jak bardzo zbliżyli się do siebie przez te kilka tygodni. Opuszczając dom, w którym spędzili kilka tygodni, przystanęli na chwilę aby obrać cel podróży.

- Musimy iść na dworzec, to jedyny sposób aby dostać się teraz do Hogwartu. – odparła, ciągnąc za sobą chłopaka w wybranym kierunku.
- Nie jedziesz do Hogwartu. – odpowiedział surowym głosem – Odprowadzę Cię do domu. Nie będziesz się narażać.
- Nie ma mowy! – warknęła, tupiąc nogą na znak protestu – Myślisz, że pozwolę Ci tak po prostu mnie zostawić i ryzykować życie?
- To ja nie pozwolę, żeby Ci się coś stało! Nie zmienię zdania, zostajesz w domu. – warknął, po czym ostro chwycił ją za rękę i ruszył w przeciwnym kierunku. Zrezygnowana, ruszyła posłusznie za ślizgonem, wzdychając z bezradności.

Dom Hermiony Granger składał się z dwóch pięter i ogródka. Znajdował się na przedmieściach Londynu, co sprawiało, że w okolicy panowała cisza i spokój. Stojąc przy bramie wejściowej, oboje uciekali od siebie wzrokiem czując się niezręcznie i nie wiedząc, czy kiedykolwiek będą mieli szansę ponownie się spotkać.

- Musisz mi coś obiecać. – wymamrotała, dusząc w sobie łzy – Obiecaj mi, że wrócisz.
- Wrócę po Ciebie, kiedy wszystko się skończy.
- Mogę Cię tylko... – zanim zdołała dokończyć zdanie, ślizgon chwycił ją w talii i przytulił z całych sił.
- Nie zostawię Cię.
- Dbaj o siebie. – wyszeptała, czując łzy na swojej twarzy.

Malfoy otarł łzy Hermiony. Ze swojej kieszeni wyjął spinkę w kształcie węża, którą wpiął we włosy gryfonki.

- Zostawiłaś ją w Hogwarcie. Nie mogłem na to pozwolić. - uśmiechnął się nonszalancko.

Po tych słowach pieszczotliwie pogłaskał ją po ramieniu i ruszył w swoją stronę. Czuł się tak, jakby był skazany na śmierć i wyruszał dokonać wyroku. Miał jednak cel, do którego dążył i w głębi duszy czuł, że ostatecznie los przyniesie coś dobrego. Odchodząc, spojrzał ostatni raz za siebie. Widząc, jak szczęśliwi rodzice Hermiony otwierają jej drzwi i rzucają się sobie nawzajem w ramiona poczuł, że tego brakowało mu całe życie. Kochającej rodziny, która z radością wita się u progu. Na niego czekały jedynie pogardliwe spojrzenia i kara.

Znajdując się przed Dworem Malfoyów, ślizgon wyjął różdżkę i mocno zacisnął na niej swą dłoń. Przechodząc przez bramę i kierując się do drzwi, otaczała go niesamowita cisza. Nieoświetlone ogrody tworzące gigantyczne labirynty przyprawiały go o dreszcze. W oknach odbijało się światło zapalone wewnątrz domu. Czuł, że nie czeka go nic dobrego. Zastając otwarte drzwi, ruszył w stronę ciemnego holu.

- Draco Malfoy. – w całej posiadłości rozległ się ochrypły głos Voldemorta – Czekaliśmy na Ciebie.

Chłopak zadrżał widząc jak wąż Czarnego Pana, Nagini, pełznie w stronę salonu. Podążył za nim, stawiając niepewne kroki. W pomieszczeniu zastał rodziców - Narcyzę i Lucjusza Malfoyów, oraz swoją ciotkę - Bellatrix Lestrange. Cała trójka znajdowała się przy stole gościnnym.

- Już jest, już jest! – syknęła Bellatrix. Ojciec Dracona spojrzał na niego, wzdychając głęboko.
- Zawiodłeś mnie, mój synu. – odparł, podnosząc się i kierując w stronę syna – Nie wypełniłeś zadania, które powierzył Ci Czarny Pan... Na dodatek, przynosisz hańbę naszej rodzinie panosząc się z tą ohydną szlamą, Granger! – dodał, gestykulując rozpaczliwie dłońmi.

W tym momencie drogę zagrodził sam Voldemort sygnalizując dłonią, aby nie podchodził bliżej. Spoglądając na zestresowanego młodego Malfoya, zbliżył się do niego.

- On jest teraz mój – szepnął.
- Panie, nie rób mu krzywdy! – krzyknęła zrozpaczonym głosem Narcyza – On jest jeszcze dzieckiem!

Bellatrix zdawała się odczuwać satysfakcję z widowiska, unosząc się na palcach i chodząc w miejscu, zerkała na swojego przerażonego siostrzeńca. Narcyza natomiast, ze smutkiem wtuliła się w ramiona męża, zakrywając oczy. Voldemort wyjął swoją różdżkę i skierował ją w stronę Dracona.

- Crucio!

4 komentarze:

  1. Serdecznie zapraszamy do nowo powstałego Stowarzyszenie blogów z Harry'ego Pottera.
    Pozdrawiam, Arabella
    stowarzyszenie-harryegopottera.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Blog został dodany do Katalogu Euforia.
    Pozdrawiam, Białko :>

    OdpowiedzUsuń

©